JULIA CICHACZEWSKA - GABOR

Jestem absolwentką kierunku psychodietetyki na Warszawskim Uniwersytecie Humanistycznospołecznym, dyplomowanym trenerem personalnym z międzynarodową licencją trenerską IFBB COACH CARD, dyplomowanym instruktorem rekreacji...

ZOBACZ WIĘCEJ

WPŁYW REDUKCJI NA AKTYWNOŚĆ HORMONÓW TARCZYCOWYCH

WPŁYW REDUKCJI NA AKTYWNOŚĆ HORMONÓW TARCZYCOWYCH NA POZIOMIE KOMÓRKOWYM.

Ostatnio bardzo niechętnie przyjmuję do współpracy kobiety, które chcą przygotować się do zawodów sylwetkowych i mam ku temu wiele powodów. Najważniejszy z nich: to się mija ze zdrowiem, a nawet najmądrzejsze podejście do procesu redukcji pod zawody sylwetkowe nie zostanie obojętne (w negatywnym sensie ) dla organizmu. Piszę ten artykuł nie tylko dlatego, że moje zdrowie bardzo mocno ucierpiało przez przygotowania do zawodów, a przede wszystkim dlatego, że pisze do mnie bardzo wiele kobiet, które również straciły zdrowie w wyniku jednorazowej lub wielokrotnych redukcji. W tej części chcę poruszyć tylko jedną z kwestii negatywnego wpływu redukcji typowo pod zawody na zdrowie i będzie to wpływ redukcji na aktywność hormonów tarczycowych.

Ten artykuł jest apelem do rozumu każdej osoby, a szczególnie do kobiet - jak już wiele razy wspominałam jesteśmy bardziej narażone na zaburzenia metaboliczne. Zanim zaczniecie wchodzić na rygorystyczną redukcję pod zawody sylwetkowe - szczególnie wtedy kiedy genetyka nie obdarzyła Was dobrą przemianą materii i całe życie ciężko Wam utrzymać niski poziom tkanki tłuszowej (niższy niż te magiczne i de facto właściwe dla kobiety 18-24%!) lub macie predyspozycje do zatłuszczania się czy redukcja idzie tylko wtedy kiedy naprawdę musicie całymi dniami nie robić nic innego jak tylko trenować i niskokalorycznie jeść… Lepiej odpuścić, trenować dla siebie i własnego zadowolenia - dalej progresować sylwetkowo, ale pogodzić się z myślą, że scena jest dla bardziej obdarzonych genetycznie / metabolicznie. Scena jest dla osób, których organizm ma wysokie możliwości adaptacyjne na bodźce stresowe. Nie mówię, że nie można redukować… Jak najbardziej, ale z głową: można do zdrowej / optymalnej zdrowotnie ilości tkanki tłuszczowej, a nie do utraty okresu, libido, włosów, paznokci i w dodatku ogólnych zaburzeń hormonalnych… Można i trzeba ćwiczyć, utrzymywać szczupłą i wysportowaną sylwetkę, prowadzić ogólnie aktywny tryb życia i właściwie się odżywiać, ale nie decydować się na redukcję do tak niskiej ilości tkanki tłuszczowej jaką wymagają zawody sylwetkowe, bo taka jest teraz moda już po paru miesiącach treningów siłowych… Jeśli oczywiście nie chcecie zrobić sobie krzywdy pod kątem zdrowotnym i psychicznym do końca życia.

Mając nadzieję, że każdy przeczytał poprzedni artykuł o enzymach dejodynazy typu I, II i III, teraz wyjaśnię o co chodzi z wpływem każdej następnej redukcji na nasze zdrowie metaboliczne.
Ostre / rygorystyczne redukcje z nadmierną aktywnością fizyczną i dużym ujemnym bilansem kalorycznym lub chroniczne „jestem na diecie” całe dorosłe życie odkąd siebie pamiętamy, może doprowadzić do spadku wewnątrzkomórkowego i krążącego T3 nawet o 50%, co znacznie obniża podstawową przemianę materii nawet do 15-40% (ilość spalonych kalorii na dzień - metabolizm spoczynkowy). Przez chroniczne redukcje praca tarczycy i metabolizm często nie wracają do normalnego poziomu, a ciało pozostaje w trybie głodu latami mimo wznowienia normalnego przyjmowania pokarmu, przez co w takiej sytuacji jest bardzo trudno utrzymać wagę. Każdy kto miewał efekty jo-jo wie dobrze jak szybko wzrasta poziom tkanki tłuszczowej na kaloryczności sprzed redukcji, która kiedyś była bilansem zerowym, przy którym wzrost wagi nie miał miejsca.

Badania pokazują, że 25 dni ograniczenia kalorii (dieta redukcyjna) znacznie zmniejsza aktywność enzymu D1, powodując zmniejszenie konwersji T4 do T3 z 50% obniżeniem T3 na poziomie komórkowym. Taki dramatyczny spadek T3 jest związany ze wzrostem D2 i tłumieniem D1, a więc w takiej sytuacji nie nastąpi zwiększenie stężenia TSH lecz raczej spadek ze średnio 1,20 ng/ml do 0,7 ngml, co znowu wskazuje na fakt, że TSH jest słabym wskaźnikiem tego co się dzieje z aktywnym metabolicznie T3 w organizmie - zwłaszcza u sportowców chronicznie przetrenowujących się oraz z chroniczną restrykcją kaoryczną. Każdy kto przeczytał poprzedni artykuł zrozumie o czym tu piszę i dlaczego tak się dzieje.

Badania opublikowane w American Journal of Physiology, Endocrinology and Metabolism mówią, że osoby, które straciły na wadze w przeszłości (były na diecie redukcyjnej minimum raz lub więcej) miały znacznie niższy metabolizm spoczynkowy niż te osoby o mniej więcej stabilnej masie ciała przez większość dorosłego życia. Poziom fT3 (przy idealnych wynikach TSH i fT4 oraz fT3 w granicach norm labolatoryjnych) u pacjentów ze zredukowaną wagą w przeszłości był o 25% mniejszy niż u osób, które nie straciły ani nie zyskały znaczącej wagi w przeszłości. To istotne zmniejszenie stężenia fT3 może powodować niezdolność do utraty wagi lub szybkiego odzyskania utraconej wagi - chroniczne zmęczenie, depresje itd. Badanie na tych samych osobach były przeprowadzane ponownie po paru latach - powtórzone w celu zbadania czy homeostaza hormonalna była bardziej korzystna. Niestety poziom fT3 nadal był znacznie obniżony (niżej norm funkcjonalnych).

Niestety udanie się do endokrynologa w wyżej opisanych sytuacjach niewiele zmieni, bo całkiem możliwe, że albo: A) lekarz opiera diagnozę tylko na TSH i T4 lub tylko TSH, które będą wyglądać idealnie. B) nawet jeśli bada fT3 - w opisanej sytuacji fT3 może być na dolnej granicy normy, co lekarz uzna za „normalne” C) nikt w Polsce nie patrzy na rT3, które będzie znacznie podwyższone, a raczej będzie widoczne zaburzenie proporcji pomiędzy Ft3, a rT3 i to powinno być zaadresowane. D) Macie farta jeśli ft3 zeszło niżej normy i lekarz uzna, że leczenie jest potrzebne - przepisze syntetyczny hormon. Z drugiej jednak strony macie niefart, bo lekarze w Polsce przepisują T4, a T4 mało tego, że nie pomoże to jeszcze pogorszy sytuację w tym przypadku. Biorąc pod udwagę, że każda następna redukcja powoduje dalsze spadki poziomu komórkowego T3 oraz jego wykorzystywania przez organizm, to możemy się okazać w bardzo niefajnej sytuacji załamania metabolicznego. Scenariusz będzie taki, że zostaniecie zdani sami na siebie.

Takie 25% procentowe zmniejszenie metabolizmu - opisane wyżej - równa się w przybliżeniu deficytowi 500-600 kcal dziennie. Zatem, aby utrzymać obniżoną wagę po redukcji teoretycznie trzeba jeść o te +/- 600 kcal dziennie mniej od wydatku energetycznego w porównaniu do punktu wyjściowego sprzed redukcji – no, albo kręcić po 1.5 godziny aerobów codziennie jedząc tyle samo co wcześniej by pozostać na bilansie zerowym. A jak dużo czasu minie zanim organizm wróci do homeostazy? Bardzo dobre pytanie, na które odpowiem: „ZALEŻY, o ile w ogóle… bo ZALEŻY”. Takie spowolnienie przemiany materii odpowiada około 0.5 kg przyrostu masy ciała w skali tygodnia i to wyjaśnia dlaczego waga tak szybko wzrasta po bardzo ścisłej diecie. Jeśli nie wychodzimy z redukcji bardzo stopniowo i nie dajemy sobie dużo czasu na REVERSE DIET (więcej na ten temat radzę się zapoznać z filmami na YouTubie Layna Nortona, który bardzo dokłanie tłumaczy jak następuje takie załamanie metaboliczne i jak z niego możemy próbować wyjść) albo z filmem mistrza polskiej dietetyki Jakuba Mauricza: http://mavision.net.pl/portfolio/odwrotnadieta .

Tak więc… Wielu ludzi, którzy mieli w przeszłości parę epizodów z dietami redukcyjnymi i efektami jo-jo mają trudności z utrzymaniem wagi. Mało tego, mówią (i w cale nie kłamią) że naprawdę jedzą mało, a mimo to tyją lub waga nie rusza w ogóle w dół przy tym samym bilansie kalorycznym, przy którym wcześniej kurczyły się w oczach  Lub też ćwiczą więcej niż inni bez żadnych efektów. Pojawia się uczucie bezsilności, bo nic absolutnie nie działa jak kiedyś. Zacznie zadziałać, ale tylko wtedy jak fizjologiczne zaburzenia tarczycy, które powstały w wyniku redukcji będą skorygowane. Niestety bardzo często żadne strategie dietetyczne i guru fitnessu / dietetyki w niczym nie pomogą dopóki poziom fT3 będzie niższy od potrzeb fizjologicznych. Jak pokazują badania i praktyka w wielu przypadkach, niestety nawet za pomocą REVERSE DIET nie możemy przywrócić przemiany materii, którą mieliśmy sprzed pierwszej, szczególnie źle przeprowadzonej, redukcji.

Wiem z własnego doświadczenia oraz praktyki trenerskiej jak wiele osób popada w takie „załamanie metaboliczne” i jak cięzko z tego wyjść. Owszem, można bardzo taką sytuację poprawić, ale to wymaga od takiej osoby mnóstwa czasu, pracy i zaangażowania. Zazwyczaj potrzebne jest 2x tyle czasu z właściwym podejściem do swojego zdrowia ile trwało złe podejście. A więc proszę podliczyć ile miesięcy lub lat się znęcaliście nad organizmem i odpowiedzieć sobie na pytanie w jak niefajnej sytuacji jesteście. Niektóre badania wskazują na to, że nigdy się nie uda przywrócić początkowej spoczynkowej przemiany materii.

Niektóre osoby mogą popaść w takie załamanie metaboliczne po pierwszej „drakońskiej” redukcji, niektórym trzeba nad tym dłużej „popracować”. Są jednak wyjątki, które w takie załamanie nigdy nie popadną, ale tylko dlatego, że genetycznie uwarankowana przemiana materii jest szybka (jest odpowiednia - u każdego inna, założona genetyczna aktywność enzymów o których wspominałam w poprzednim artykule) i tak naprawdę dlatego, że te osoby nigdy nie miały większych problemów z redukcją tkanki tłuszczowej oraz nie musiały stosować rygorów. Więc jeśli nie jesteście genetycznym FREAK’iem, który redukuje nawet na 3000 kcal, nie musi kręcić zbyt wiele aerobów, a redukcja do zawodów musi odbyć się tylko na poziomie około minus 5 kg tkanki tłuszczowej (nie liczę tu wody), to… Uważam, że warto się dłużej zastanowić zanim zrobicie sobie krzywdę do końca życia dla 5 minut na scenie.

Nie poruszam tu już nawet kwestii odwodnienia i innych końcowych faz przygotowania do zawodów, gdzie organizm dostaje mocno w kość.

 

* Artykuł ma charakter informacyjny. Wyniki badań i dolegliwości warto konsultować z lekarzem.

 
MASZ PYTANIA?